Nasza rodzina - impresje genealogiczne

Głos Chełmżyński - marzec 2009 - Śladami dziadka /3-2009/

W tym numerze ukazał się mój artykuł wspomnieniowy pt.
Śladami dziadka Stanisława Kozłowskiego (18901956)
„Obyś żył w ciekawych czasach” – w kulturze chińskiej to jedno z bardzo złych życzeń. Ciekawe czasy to czasy dziejowych przemian, niepokoju i wojen – czasy ciekawe dla historyków i komentatorów, natomiast tragiczne dla uczestników zdarzeń.
Dziadka, niestety, nie miałem okazji poznać  zmarł w 1956 roku. Za życia nie doczekał się wnuka. Ja urodziłem się w 1959 roku. W tym samym roku zmarł na emigracji w Szkocji młodszy brat dziadka – Julian. Mogę więc jedynie podążać śladami dziadka. Czas nieubłaganie przesuwa się tylko w jednym kierunku – odchodzą świadkowie i wspomnienia z jego ziemskiej bytności, giną i niszczeją przedmioty i dokumenty, z jakimi się stykał.
Pamiętam z lat dzieciństwa ściany w pokojach obwieszone wielkimi dyplomami dziadka, albumy z fotografiami, kronikę bractwa kurkowego i orły w koronach na pięknych, błyszczących medalach. Z upływem czasu wszystko to ulegało rozproszeniu. O dziadku i jego rodzinie nie mówiono dużo. Moje dzieciństwo przypadło na czasy milczenia i zakłamania. Docierały do mnie tylko szepty i uwagi dorosłych: „Przy dzieciach tego nie mówcie”. Każde słowo za dużo, zbędna informacja mogły być powodem do prześladowania i szykan w miejscu pracy lub szkole. Był okres, kiedy dziwiłem się temu strachowi, takiej asekuracji – ale wtedy nie miałem pojęcia o zbrodniach i terrorze w czasach II wojny i w okresie stalinizmu. Nie poznałem wtedy jeszcze zjawiska, które opisuje Rafał Ziemkiewicz w książce o bardzo wymownym tytule Polactwo.
Dziadek Stanisław żył w ciekawych czasach. W opinii wszystkich, którzy go znali, był człowiekiem niezwykle uczciwym, pracowitym, sprawiedliwym i pobożnym. I chyba ręka boska go uchroniła przed wywózką do hitlerowskiego obozu koncentracyjnego oraz przed uwięzieniem przez NKWD i deportacją w głąb ZSRR.
Urodził się Polakiem na ziemiach zaboru pruskiego w Niszczewicach w pow. inowrocławskim w 1890 r. w rodzinie mistrza rzeźnickiego Stanisława. Była to patriotyczna polska rodzina. W Inowrocławiu ukończył szkołę wydziałową i cztery klasy gimnazjum. W latach 19041907 był uczniem u swojego ojca w zawodzie wędliniarsko-rzeźnickim. Jako czeladnik pracował w latach 19071914 w Inowrocławiu i Poznaniu. W latach 19111956 mieszkał w Chełmży w swoim domu pod adresem Rynek 11 oraz w domu rodziców przy ulicy Paderewskiego. Będąc obywatelem Niemiec – mieszkańcem Prus Zachodnich – miasta Chełmży (Culmsee), w latach 19141918 odbywał służbę wojskową w wojsku niemieckim. Nie wiadomo mi, jaki był udział dziadka w działaniach wojennych w czasie I wojny światowej – z racji zawodu pełnił służbę blisko kuchni wojskowych lub w kwatermistrzostwie. Po zakończeniu wojny powrócił do Chełmży z kompanem Sylwestrem Muszyńskim. Rodzinne plotki mówią, że celowo przywiózł kawalera dla swojej młodszej o cztery lata siostry Marii. Para przypadła sobie do gustu i wkrótce młodzi pobrali się. Wychowali dwie córki i dwóch synów.
Sylwester Muszyński pochodził z rodziny kupieckiej z Kłecka, miasta leżącego w Poznańskiem. W okresie międzywojennym w Chełmży należał do grona bogatych kupców-przedsiębiorców. Kilkakrotnie był królem bractwa kurkowego. Po wkroczeniu hitlerowców do Chełmży we wrześniu 1939 r. w ciągu dwóch godzin musiał wraz z dziećmi opuścić miasto (żona zmarła na raka w 1936 roku). Jego firmę zawłaszczyli Niemcy.


Dziadek od 1911 r. mieszkał w Chełmży, należał do grona najbardziej aktywnych i poważanych obywateli. Po odzyskaniu niepodległości wstąpił na ochotnika do wojska polskiego i w 1920 roku brał udział w kilkumiesięcznym szkoleniu. Służył w stopniu kaprala.
Rodzina Kozłowskich i skoligacone z nią rodziny Muszyńskich, Bochińskich, Klimków były ostoją polskości na terenach zaboru pruskiego. Pochodziły z Kujaw i Wielkopolski. Społeczeństwo polskie pod pruskim zaborem tworzyło zwartą, zorganizowaną hierarchicznie całość. Każdy znał w niej swoje miejsce  zarówno na szczeblu poznańskim, jak i w miasteczkach i wsiach. Czynnikiem zmniejszającym dystans społeczny była powszechna edukacja, a także najwcześniej rozpoczęte uwłaszczenie chłopów. Niemcy, traktując Polaków z poczuciem wyższości, wprowadzali w zaborze nowoczesną organizację państwową, system prawny, rozbudowywali infrastrukturę komunikacyjną i miejską. Stopniowo nasilali akcje germanizujące Wielkopolan. W działalności gospodarczej problemem Polaków była niemiecka konkurencja – nieuczciwa, bo wspierana przez zaborcę. Pruski nacisk zmuszał społeczeństwo polskie, by trzymało się razem. Władze prowadziły także walkę z Kościołem katolickim, który był ostoją polskości i aktywnie uczestniczył w życiu duchowym oraz społeczno-gospodarczym wiernych. Wyzwalało to energię społeczną i organizacyjną nie tylko w celu walki o swoje interesy gospodarcze, ale także dla obrony kultury polskiej. Przykładami mogą być: wspaniały rozwój ruchu chóralnego, stowarzyszenia gimnastyczne i bractwa strzeleckie zrzeszające setki polskich obywateli.
Cechy, jakie charakteryzowały polskie postępowe rodziny z tego obszaru, to wiara w dobrodziejstwa nowoczesnego państwa, aktywność gospodarcza i społeczna, wola współdziałania przy jednoczesnym przeciwstawianiu się niemieckiej dominacji czy szerokie otwarcie na cywilizacyjne zmiany w połączeniu z tradycyjnymi katolickimi wartościami. Te cechy charakteryzowały także postawę dziadka – obywatela Chełmży w okresie międzywojennym.
Po powrocie z wojny aktywnie włączył się do życia odradzającego się polskiego miasta – został członkiem magistratu, wiele lat przewodniczył Komisji Sanitarnej, był ławnikiem przy Sądzie Pokoju w Chełmży. Należał do Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” i wielu innych lokalnych stowarzyszeń. Od 1936 r. był prezesem Kurkowego Bractwa Strzeleckiego.


Piastował funkcję naczelnika zarządu Komunalnej Kasy Oszczędnościowej miasta Chełmży. Był także sędzią niezawodowym przy Sądzie Okręgowym w Toruniu. W zawodzie mistrza rzeźnickiego kontynuował tradycje zawodowe swojego ojca i dziadka. W tym fachu osiągnął zawodowe szczyty – od 1930 r. był starszym cechu rzeźnicko--wędliniarskiego w Chełmży oraz wiceprezesem Polskich Związków Rzeźnicko-Wędliniarskich RP z siedzibą w Poznaniu. W tym czasie został on odznaczony „Medalem Niepodległości”, odznaką „Frontu Pomorskiego” i wieloma innymi.
Dziadek Stanisław od 1934 roku był dyrektorem Pomorskiego Syndykatu Skór z siedzibą w Toruniu przy ul. Jęczmiennej. W okresie okupacji, kiedy władzę w syndykacie objęli Niemcy, dziadek pracował jako magazynier. W 1945 roku wrócił na stanowisko kierownika i sprawował je do odejścia na emeryturę w 1951 r. Wtedy też włączono syndykat do Wielobranżowej Spółdzielni Pracy „Zjednoczenie”.
Po wojnie, kiedy przewodnią siłą narodu stała się partia robotniczo-chłopska, a jej siłą zbrojną sowieckie czołgi, wszelkie inicjatywy społeczne i gospodarcze dziadka były hamowane. Nie wolno było zrzeszać się, nie pozwolono na reaktywację cechu rzeźnickiego w Chełmży, nie wolno było samodzielnie prowadzić zakładu pracy. Zabronione było wszystko, co mogło odbywać się poza kontrolą dużej grupy zwykłych drani sterujących Ludową Polską – członków partii i służb specjalnych stojących za plecami proletariatu głoszącego puste hasła o braterstwie, równości i sprawiedliwości społecznej. Dom dziadka przy Rynku i dom pradziadków przy ulicy Paderewskiego zostały objęte kwaterunkiem – mieszkania zasiedliły rodziny z administracyjnymi nakazami, a lokale handlowe i warsztaty przejęły powstające państwowe spółdzielnie. W tych czasach nikt nie był bezpieczny i pewny swojego losu.
Dla władzy ludowej dziadek był elementem wrogim – pochodził z rodziny przedwojennych ciemiężycieli biednego polactwa i na domiar złego przeżył wojnę. Co więcej, brat dziadka był przedwojennym prawnikiem (absolwentem Uniwersytetu Poznańskiego), oficerem wojska polskiego i po wojnie został na zachodzie, w Szkocji. W czasie działania NKWD w Chełmży dziadek musiał się ukrywać.
Dziadek był człowiekiem głęboko wierzącym – przytoczę tu słowa mojej mamy: „Kiedy mój tata wieczorem wracał z pracy, to zdarzało się, że pytał mnie, czy byłam w kościele. Czasami musiałam przerwać zabawę z koleżanką i razem odmawiałyśmy różaniec w domu, sam często modlił się przed obrazem Matki Bożej”. Posiadam modlitewnik dziadka Kwiat Nabożeństwa, wydanie poznańskie z 1905 roku. Wiele kartek jest zupełnie pościeranych od częstego użytkowania, najbardziej strony z Litanią do Najświętszej Panny.
Był niezwykle dobrym ojcem, bratem i mężem. W konfliktach rodzinnych występował w roli rozjemcy, mediatora, a często i sędziego. Jako obywatel miasta i osoba zaufania publicznego często stawał w obronie pokrzywdzonych i nikomu nie odmawiał pomocy.
Żył w ciekawych czasach i los pozwolił mu je przeżyć względnie szczęśliwie.


Strona przedstawia historie wielu spokrewnionych rodzin wywodzących się z Kujaw, Ziemii Chełmińskiej, Pomorza Gdańskiego: Głowackich, Kozłowskich, Klimków, Ruckich, Bielickich, Manikowskich, Kurowskich, Michalskich, Klińskich, Czajkowskich, Żyndów
Serwis wygenerowano z programu "Drzewo genealogiczne II" firmy PL-SOFT S.C