Nasza rodzina - impresje genealogiczne

Głos Chełmżyński - kwiecień 2009. Los utracjusza - artykuł o Julianie Kozłowskim /4-2009/

W tym numerze ukazał się mój artykuł o Julianie Kozłowskim.
Tajemnicze losy utracjusza.
Julian Kozłowski (1904–1959), młodszy brat mojego dziadka Stanisława

Dziadek Stanisław miał brata – Juliana. Podobno był oficerem wojska polskiego (mówiono, że podpułkownikiem), po wojnie miał zostać w Szkocji w Edynburgu. W rodzinnym domu nie było żadnej pamiątki po nim. Z przekazów krewnych wiedziałem, że był prawnikiem, kawalerem, prowadził dość niefrasobliwy tryb życia (jak to literacko określiła ciocia – był utracjuszem). Mówiono, że dziadek Stanisław musiał w latach trzydziestych sprzedać część nieruchomości po rodzicach, żeby spłacić karciane długi Julka. Po wojnie kontakt z nim był bardzo ograniczony.
Kiedy dziadek chorował na cukrzycę, mama odnalazła wujka Juliana poprzez Czerwony Krzyż i wtedy przysłano dziadkowi insulinę. Mama dobrze pamiętała rok śmierci swojego wujka – 1959. Spodziewała się wtedy drugiego dziecka. Niedługo po otrzymaniu informacji o jego nagłej śmierci urodziła drugiego syna – byłem to ja. Żadnych więcej informacji o wujku Julianie nie zdobyłem. Rozpoczęcie intensywniejszych poszukiwań odłożyłem na później, czyli na taki czas, który nigdy nie jest teraz.
W połowie lipca ubiegłego roku otrzymałem od pani Romki Sadowskiej, mieszkającej w naszym rodzinnym domu w Chełmży, telefon, który mnie zelektryzował – jest u niej w mieszkaniu przewodniczka turystyczna, która wczoraj razem z pewną Szkotką odwiedziła Chełmżę w poszukiwaniu rodziny Juliana Kozłowskiego.

Jeszcze tego samego dnia spotkałem się w Toruniu z panią Magdaleną Łubieńską – przewodniczką turystyczną, która opowiedziała mi o krótkiej wizycie pani Mairi Maclean ze Szkocji. Przekazała mi jej adres i kontakt e-mailowy. Dzięki Internetowi udało mi się odnaleźć więcej informacji o Mairi, m.in. dowiedziałem się, że jest szefową Rady Okręgu w Morar – małej turystycznej miejscowości na środkowowschodnim wybrzeżu Szkocji.
Wysłałem na ten adres informację o moim pokrewieństwie z Julianem Kozłowskim oraz potwierdziłem zainteresowanie jego losami.
Julian Kozłowski – oficer Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie  przybył do Morar, niewielkiej wioski liczącej ok. 200 mieszkańców, wraz z grupą polskich żołnierzy prawdopodobnie w 1943 roku (lub nieco później). Pracowali jako drwale przy wyrębie lasów, pozyskując drewno na potrzeby wojska. Julian wraz z żołnierzami mieszkał w chacie drwali, która znajdowała się w pobliżu domu Mairi. Żołnierze opuścili wieś, a Julian pozostał i nadal mieszkał w tej chacie. Co jakiś czas drwale powracali i wtedy to zamieszkiwali wspólnie z Julianem.
Po zakończeniu wojny Julian zdecydował się pozostać w Morar na dłużej. Ojciec Mairi prowadził gospodarstwo i lokalny pub. Zaprzyjaźnił się z Julianem, który chętnie pomagał mu w różnych pracach. W latach pięćdziesiątych pan Maclean wykupił ziemię, na której stała chata Mr Juliana i od tej pory wujek mógł w niej samodzielnie gospodarzyć.

Mairi i jej starsza siostra często, wracając ze szkoły, spotykały Mister Juliana w pobliżu domu – rozmawiały z nim, przeglądały gazety, rozwiązywały krzyżówki, a czasami dowiadywały się ciekawostek z Polski. Julian nauczył je robić bigos i smażyć kotlety schabowe.
W 1957 roku zmarł nagle ojciec Mairi. Starsza siostra wyjechała do szkoły i mieszkała w internacie. Julian był traktowany przez Mairi jak ojciec – codziennie dużo czasu spędzała z nim na rozmowach i zabawach. Julian był wyjątkowo uprzejmym, honorowym i wyrozumiałym człowiekiem.
Jakiś czas po przybyciu Juliana do Morar w wiosce zamieszkał młody chłopak ze Śląska – Polak, dezerter z niemieckiego wojska – Józef Juroczek (nie wiadomo, czy pisownia nazwiska jest poprawna). Józek był traktowany przez Juliana jak syn. Młody Polak poznał tutaj swoją wybrankę. W kwietniu 1959 roku odbył się ich ślub. Mama Mairi, Julian i kilka innych osób z sąsiedztwa byli obecni na weselu. Po zabawach weselnych, podczas których nie żałowano trunków, Julian rozchorował się, wpadł w stan depresji i po kilku dniach zmarł na zawał serca (19 kwietnia 1959 roku). Miał 54 lata. Pochowano go w Morar. W miejscu pochówku stał drewniany krzyż, po którym nie ma obecnie śladu. Właśnie teraz, 19 kwietnia 2009 r., mija 50. rocznica jego śmierci. Mairi i społeczność Morar zamierzają upamiętnić Polaków walczących w obronie Szkocji i stąd zainteresowanie losami wujka Juliana.

Julian już wcześniej popadał w stany depresyjne, wtedy czasami pomagał sobie alkoholem. Musiał być świadom tego, że ma kłopoty ze zdrowiem. Pewnego razu przyniósł do domu Mairi kilka fotografii rodzinnych „na wszelki wypadek”, gdyby ktoś kiedyś szukał jego lub jego grobu. Znakiem rozpoznawczym miało być zdjęcie mojej mamy z dedykacją na odwrocie: „Kochanemu Wujkowi. Aby o mnie nie zapomniał. Maryla. Chełmża 12.11.46”.

Z powodu „żelaznej kurtyny” kontakt Juliana z domem rodzinnym w Chełmży prawie wcale nie istniał. Listy i wiadomości, jeżeli przeszły przez cenzurę, były prawie w całości zamalowane czarnymi pasami. Na dalekie szkockie wybrzeże informacje z Polski docierały rzadko.
W trakcie 50 lat, które minęły od śmierci Juliana, nikt nie dotarł do Morar w poszukiwaniu jego grobu. Mairi Maclean, wybierając się do Polski w poszukiwaniu rodziny Juliana, znała datę jego urodzin  11 listopada 1904 roku, miejsce urodzenia  Mątwy k. Inowrocławia, imiona jego rodziców i brata oraz adres domu rodzinnego  Chełmża, Paderewskiego 15.
11 listopada 1904 roku, w dniu urodzin Juliana, Inowrocław dopiero co przemianowano na miasto niemieckie Hohensalza i nikomu do głowy by nie przyszło, że dzień 11 listopada stanie się najważniejszym świętem Polaków – Dniem Niepodległości (święto narodowe w tym dniu ustanowiono dopiero w 1937 r.). Fakt, że między wielkimi mocarstwami: Niemcami i Rosją powstała w 1918 roku niepodległa i suwerenna Polska, był sprawą bolesną i skrajnie niekorzystną dla obu sąsiadów. Oba te państwa straciły wcześniej przywłaszczone terytoria, a przede wszystkim ludność, którą bezwzględnie eksploatowały i wykorzystywały, także jako rekrutów we własnych armiach. Polacy w czasie I wojny światowej stanowili spory odsetek żołnierzy w każdej z walczących stron. I co najbardziej tragiczne  po obu stronach frontu zabijali się często blisko spokrewnione z sobą osoby przebrane we wrogie sobie mundury. Drogi dezercji i ucieczki z obcego wojska były ograniczone.
Po uzyskaniu od Mairi tych skąpych informacji o Julianie, wysłałem prośby o odszukanie informacji o nim do Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie, do Polskiego Instytutu im. gen. Sikorskiego w Londynie oraz do archiwum Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Doszedłem do wniosku, że skoro Julian był prawnikiem i oficerem, to musiał ukończyć studia wyższe. Poznań jako miejsce studiów był najbardziej właściwym ośrodkiem akademickim dla osoby z tego regionu. Ponadto w Internecie znalazłem informację, że Julian Kozłowski był w roku 1927/28 wiceprezesem korporacji studentów BALTIA na uniwersytecie poznańskim. Niestety, nie byłem pewien, czy to ta sama osoba. Znana jest na przykład inna osoba o tym samym imieniu i nazwisku – kpt. Julian Kozłowski, ur. w 1898 r. w Warszawie, który po walkach w 1939 r. przez Francję dotarł do Wielkiej Brytanii. Był jednym z cichociemnych przeszkolonych w Szkocji. Przerzucony do Polski we wrześniu 1942 r., poległ w Powstaniu Warszawskim w sierpniu 1944 r.
We wrześniu 2008 r. otrzymałem kopie dokumentów wujka Juliana znajdujących się w Centralnym Archiwum Wojskowym w Warszawie. W jego wojskowej liście kwalifikacyjnej znalazłem szereg nowych informacji. Wujek w latach 1916–1924 był uczniem ośmioklasowego gimnazjum humanistycznego w Chełmży i kończąc je, zdał egzamin dojrzałości. Od X 1924 r. do VII 1930 r. studiował na wydziale prawno-ekonomicznym uniwersytetu poznańskiego. Dyplom uzyskał 1 VI 1933 r. Znał języki obce: niemiecki i francuski oraz kraje: Jugosławię, Dalmację, Austrię i Węgry.
Od 11 VIII 1931 do 30 VI 1932 odbywał przeszkolenie wojskowe w Baonie Podchorążych Rezerwy Piechoty w Jarocinie. Pomimo wpisu z 12 maja 1932 r. o ukaraniu go przez dowódcę kompanii 5 dniami aresztu lekkiego: „Za przybycie na apel wieczorny w stanie podchmielonym i robienie awantur d-cy komp.”, uzyskał wynik ze szkolenia zupełnie dobry i bardzo dobrą opinię. W grudniu 1933 roku został podporucznikiem rezerwy i należał do korpusu oficerów 67. Pułku Piechoty, zakwalifikowany jako dowódca plutonu strzeleckiego. Wcześniej, po trzyletnim studiowaniu na IV roku, ukończył studia prawnicze, uzyskując dyplom i tytuł magistra praw.
Z uniwersytetu w Poznaniu otrzymałem kserokopie jego kart wpisowych na poszczególne lata studiów. Wieczny student – to określenie pasuje do wujka. Na przykład zapis z 8 X 1928 r. brzmi: „Zezwolono na wpis po raz trzeci na III r. prawa”. Studenckie życie wujka w Poznaniu od października 1924 r. do otrzymania dyplomu w czerwcu 1933 r. musiało być niezwykle barwne. Nabrałem pewności, że to wujek był w roku 1927/28 odszukanym w Internecie wiceprezesem korporacji studentów BALTIA.
Prawdopodobnie do 1939 r. wujek mieszkał i pracował w Toruniu lub w Chełmży – szczegółów jak dotąd nie znam. Był kawalerem. Podobno w jego dokumentach wojskowych, jakie pozostawił w Szkocji, była wpisana jako osoba bliska, obok jego brata Stanisława, pani Hanka Gałecka z Torunia.
Ostatnie miesięczne ćwiczenia wojskowe przed wybuchem II wojny wujek Julian odbywał w listopadzie i grudniu 1938 r. w 4. p.p. Grupy Operacyjnej „Śląsk” gen. Bortnowskiego.
We wrześniu 1939 r. Polska nie była ani silna, ani zwarta, ani gotowa. Mobilizację żołnierzy rezerwy wojska ogłoszono dopiero 1 września  rząd polski nie chciał wcześniej drażnić Hitlera. Ułańska fantazja, bohaterstwo i żołnierski honor nie wystarczyły na nawiązanie chociażby równorzędnej walki z Niemcami. Polacy zostali rozgromieni w pierwszych dniach wojny. Nawet pogoda nie sprzyjała Polakom – wrzesień był suchy i bezdeszczowy. Po twardych, suchych drogach i bezdrożach niemieckie zmotoryzowane dywizje poruszały się błyskawicznie. Na mocy układu Ribbentrop – Mołotow 17 września 1939 r. do wojsk niemieckich dołączyła Armia Czerwona i dokończyła IV rozbiór Polski.
Anglicy i Francuzi nie przyszli z pomocą pomimo rządowych bezwarunkowych gwarancji pomocy. Rząd polski naiwnie wierzył w zapewnienia militarnej pomocy obu tych krajów. Chociaż i Francja, i Wielka Brytania nie były przygotowane do wojny, to ich zbrojna interwencja mogła wtedy zmienić losy Europy. Wcześniej rządy obu tych krajów obawiały się powtórzenia wariantu czeskiego i włączenia Polski bez walki zbrojnej pod protektorat niemiecki. Dlatego, dając bezwarunkowe gwarancje pomocy wojskowej słabej militarnie Polsce, stwarzali nadzieję, że wspólna wojna z hitlerowcami może być zwycięska. Także Rosjanie obawiali się neutralności Polaków; w takim przypadku droga Hitlera do podboju komunistycznego Związku Radzieckiego byłaby otwarta. Obawiając się tego, Stalin dążył do porozumienia z Hitlerem i do podpisania układu o podziale stref wpływów na terytoriach leżących między Rosją a Niemcami. W rezultacie tych działań Ribbentrop i Mołotow podpisali pakt o nieagresji. Hitlerowi takie rozwiązanie było na rękę. Gdyby doszło w 1939 r. do układu pomiędzy Rosją, Polską, Francją i Wielką Brytanią, przewaga niemiecka w trakcie wojny nie byłaby znacząca. Polacy jednak na militarną pomoc Rosji, w przypadku agresji Niemiec, nie wyrażali zgody. Z drugiej strony i Hitler, i Stalin zdawali sobie sprawę, że to tylko czasowe rozwiązanie, oba te kraje pretendowały do roli supermocarstwa europejskiego. Hitler budował wielką tysiącletnią Rzeszę, a Stalin widział komunistyczny Związek Radziecki na ziemiach całej Europy. Polacy we wrześniu 1939 r. byli bez wyjścia – honor nie pozwalał im zjednoczyć się z jednym z byłych zaborców, nie chcieli układów i porozumień ani z Niemcami, ani ze Związkiem Radzieckim. Naiwnie wierzyli w pomoc dżentelmenów z Londynu i Paryża, którzy jednak w chwili potrzeby nie chcieli ginąć za Gdańsk. W latach czterdziestych, mimo udziału tysięcy polskich żołnierzy w obronie Anglii i Francji, nie będą chcieli zadzierać ze Stalinem i wykłócać się z Rosjanami o polskie ziemie wschodnie. Po wojnie zostawią Polskę w radzieckiej strefie wpływów.
Naczelny Wódz i członkowie polskiego rządu opuścili kraj 17 września 1939 r. – mimo iż wojsko polskie prowadziło jeszcze dramatyczne walki obronne. Chcieli poprzez Rumunię dotrzeć do Francji w celu kontynuowania walki z Niemcami. Uciekając przed Niemcami i Rosjanami, granicę przekroczyło około 100 tysięcy polskich żołnierzy i oficerów. Polskie oddziały we Francji powstawały z żołnierzy i oficerów, którzy docierali przez Rumunię, Węgry, Litwę lub Łotwę. Do armii zgłaszali się też polscy emigranci mieszkający na Zachodzie. W ciągu kilku miesięcy wojsko polskie osiągnęło liczbę 84 tys. ludzi sformowanych w cztery dywizje piechoty i dwie brygady, a lotnictwo utworzyło cztery dywizjony oraz jednostki artylerii przeciwlotniczej w sile ok. 7 tys. ludzi. W obronie Francji w 1940 r. brało udział blisko 50 tys. polskich żołnierzy, spośród których poległo około 1 400, a ponad 4 500 odniosło rany. Mimo waleczności żołnierzy francuskich, polskich i angielskich 14 VI 1940 r. Niemcy wkroczyli do Paryża. Klęska Francji była też klęską polskich oddziałów walczących u boku armii francuskiej. Około 20 tysięcy Polaków udało się ewakuować na Wyspy Brytyjskie.
Prawdopodobnie 20 czerwca 1940 r. Julian Kozłowski, podporucznik Polskich Sił Zbrojnych, dotarł do portu Plymouth w Wielkiej Brytanii. Z Polskiego Instytutu im. gen. Sikorskiego w Londynie otrzymałem informację, że ppor. rez. Julian Kozłowski był zastępcą dowódcy plutonu w 19. Kadrowym Batalionie Strzelców 7. Brygady Kadrowej Strzelców w Szkocji w latach 1940–41. Brygada stacjonowała początkowo w rejonie Dunfermline, wzmacniając obronę portu Rosyth, a w marcu 1941 roku przejęła obronę odcinka wybrzeża Brechnin-Montrose w rejonie Edynburga. W grudniu 1941 r. została rozwiązana i wcielona do Brygady Szkolnej.
Kolejny poznany etap życia Juliana to opisany wcześniej pobyt w Morar, miejscowości oddalonej od Edynburga w prostej linii o ponad 200 km. Jak tam trafił i jaki był prawdziwy cel tego pobytu  nie wiadomo.

Wiele jeszcze tajemnic kryją losy wujka Juliana. Nic nie wiadomo o jego pracy po studiach, o udziale w walce obronnej w Polsce w 1939 r., o drodze, jaką przeszedł, zanim dotarł do Szkocji. Tajemniczy jest też jego pobyt w Morar w Szkocji. Można znaleźć informacje, że w tej miejscowości w czasie II wojny wywiad brytyjski SOE (Special Operations Executive) szkolił w wiejskich chatach agentów. Zdaniem Mairi oraz mieszkańców Morar Julian miał być jednym z nich.
Teczka osobowa wujka – oficera wojska polskiego z okresu II wojny  znajduje się w archiwum Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii. Obecnie staram się o dostęp do tych dokumentów. Może w nich są zapisane niektóre nieznane fakty z życia wujka.


Multimedia

LPNazwaDataOpis
1Mairi Maclean 29-03-2009

29 marca 2009 r. Mairi Maclean (po lewej) ponownie odwiedziła Chełmżę. Na zdjęciu razem z przewodniczką Magdaleną Łubieńską. Miałem przyjemność oprowadzania gości po Chełmży i Toruniu. Z tyłu w tle niska kamienica, do roku 1930 mieszkał w niej brat Juliana  Stanisław Kozłowski.
 
2Maryla -461946
Znak rozpoznawczy. Zdjęcie mojej mamy – Marii Głowackiej z d. Kozłowskiej – bratanicy Juliana.  
3Dedykacja na odwrocie zdjęcia.1946
Znak rozpoznawczy. Zdjęcie mojej mamy – Marii Głowackiej z d. Kozłowskiej – bratanicy Juliana. Dedykacja na fotografii.  

Strona przedstawia historie wielu spokrewnionych rodzin wywodzących się z Kujaw, Ziemii Chełmińskiej, Pomorza Gdańskiego: Głowackich, Kozłowskich, Klimków, Ruckich, Bielickich, Manikowskich, Kurowskich, Michalskich, Klińskich, Czajkowskich, Żyndów
Serwis wygenerowano z programu "Drzewo genealogiczne II" firmy PL-SOFT S.C